..Bo w Twoich oczach jej zło rodziło się z dobra.. I czyniło dobro, a nie zło..![]() |
MENU | ||
|
4 Przysięga wieczysta. poniedziałek, 22 października 2007 16:44:33 ![]() Wysoki arystokrata wolnym krokiem przemierzał korytarze opustoszałego jeszcze z powodu wakacji Hogwartu. Jego długie blond włosy falowały na wietrze, a na jego palcu połyskiwał drogi pierścień z herbem Slytherinu. Zatrzymał się przed dwoma kamiennymi gargulcami, które na jego widok ożyły żądając hasła. Podał je im i wszedł do gabinetu dyrektora szkoły. -Witam Cię Lucjuszu. - Starzec uśmiechnął się, wskazując na wolny fotel. Malfoy usiadł bez słowa, nie obdarzając starca nawet drobnym uśmiechem. Był tu bo musiał i nie zamierzał płaszczyć się przed tym starym zgredem. Albus nie zrażony jego postawą spoglądał przyjaźnie z nad swoich połówek. -Lucjuszu potrzebujemy informacji na temat Harry'ego. Blondyn prychnął pogardliwie. -Nic nie wiem na temat złotego dziecka szczęścia. - Odparł nonszalancko. -Lucjuszu nie bawmy się w kotka i myszkę. W przeciągu kilku lat ta wojna się skończy, a ministerstwo Magi będzie robić czystki w śród śmierciozerców. Twojej żonie i synowi nie wyjdzie to na dobre. Malfoy zerwał się na równe nogi. -Śmie mi Pan grozić ?! - Warknął. -Uspokój się, nie grożę Ci tylko tłumacze, poza tym proponuje układ. W zamian za pomoc my pomożemy Ci uniknąć konsekwencji bycia śmierciozercą. -Sądzisz, że zdradzę swego Pana. -Nie Lucjuszu, sądzę że uratujesz rodzinę od niepotrzebnych cierpień. Białogłowy opadł bezsilnie na fotel. -Co chcesz wiedzieć ? - Zapytał. -Gdzie mieści się twierdza ? -Ostatnio była w Zakazanym Lesie. -Ostatnio ? - Uniósł ze zdumieniem brwi. -Tak. On cały czas zmienia miejsce, dlatego nie możecie go znaleźć. Starzec westchnął ciężko. -Więc opowiedz mi o Sally. Arystokrata zamarł. Gdzieś na dnie jego oczu krył się lekki strach. Dlaczego nie pomyślał wcześniej ? Przecież to jasne, że jak aurorzy się do niej dobiorą to nawet nie będzie co pochować. Co gorsza dementorzy, przecież w niej jest tyle smutku. -Nie mogę. -Słucham ? -Jest jak moje drugie dziecko. Nie pozwolę wam jej skrzywdzić ! Wole trafić do Azkabanu. - Odparł chłodno. Dumbledor zamyślił się na chwilę. Pierwszy raz widział w Malfoy'u seniorze taką odwagę i poświęcenie. Teraz zna łjego słaby punkt. Dzieci. Draco i Sally. -Skoro jest twoją rodziną, to przecież zobowiązałem się oszczędzić jej cierpień. -Więc po co Pan o nią pyta ? -Wiesz dobrze po co. Stara Sybilla Trelawney mówiła coś o srebrnym wężu na plecach kogoś, kim Tom ma się posłużyć by zabić Harry'ego. Na cmentarzu gdy pierwszy raz spotkałem Pannę Black na jej palcu był pierścień ze srebrnym wężem. -Węże to rangi w jego armii. - Przerwał. - Dowódca ma srebrnego na plecach szaty. Tak starcze masz racje to Sally była tym kto miał zabić złotego chłopca. -Nie sądzę by była w stanie.. Tylko Voldemort.. -Mylisz się. Sally żywi się czymś więcej niż Czarny Pan. Ona żyje nienawiścią podsycana przez prawie 17 lat, a teraz gdy jej obiekt znienawidzenie jest blisko, tak blisko że może w końcu spełnić postawiony sobie cel. To nic i nikt nie stanie jej na drodze by to uczynić. -Dlaczego tak nienawidzi Harry'ego, przecież nic jej nie zrobił. - Albus wyraźnie posmutniał. Lucjusz zaśmiał się lodowato. -Stary głupcze nie mówię o Potterze, tylko o jej ojcu. Syriuszu Black'u. Sam-Wiesz-Kto okłamał ją mówiąc, że Black zabił jej matkę i przez niego się znalazła w armii. Mój promyczek żywi się czystą i nie zbrukaną nienawiścią. Jej marzeniem jest zabić tego przez, którego tyle wycierpiała. A Voldemort pozwoli jej na to dopiero, gdy ona zabije Potter'a. Już rozumiesz ? -Teraz rozumiem dlaczego nie udało mi się jej zaszkodzić tak jak bym tego chciał. Jest zbyt silna nawet dla mnie. Tydzień później. Sally zerknęła na zegarek. Było już grubo po 1, a ją czekał jeszcze obchud po twierdzy i to z kim ! Ze złotym Gryfkiem ja jestem Wielki Potter i nie boje się niczego. Za oknem słychać było pochukiwanie sów. Świeca na jej biurku zaczynała pomału przygasać. Ślęczała nad raportem od 20 i nie szło jej za dobrze. Głuche pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia. Kilka kropel atramentu zciekło z pióra na pergamin. -Prosze. - Powiedziała spokojnie. Rozczochrane czarne włosy, wraz z białym jak śnieg uśmiechem i iskrzącymi się zielonymi ślepiami wtargneły do pomieszczenia. Dragon podniósł łeb i zamrugał zaspanymi ślepiami. -Dragon piesku, mam coś dla Ciebie. - Potter wyszczerzył się mocniej podchodząc do psa. Zwierze jakby dopiero teraz się obudził. Zamerdało energicznie ogonem na widok Harry'ego i zaszczekało. -Dragon ! - Syknęła zimno Sally. Pies spojrzał na nią jakby chciał powiedzieć ''Przepraszam, ale to silniejsze ode mnie''. -Idziemy ? - Zapytał runet głaskając zwierze. -Chwila musze to skończyć. Black skrobała coś pórem nie zajmując się nowo przybyłym gościem. Pisała ale myślami była daleko stąd. Piski psa sprowadziły ją na ziemię. -Cicho. Już zaraz pójdziemy. - Szepnęła opuszczając bezwładnie lewą rekę, tak by zwierze mogło do niej bez problemu dosięgnąć. Czarno srebrny wilk polizał ją po dłoni. Harry przyglądał jej się w milczeniu. Coraz lepiej ją poznawał i coraz bardziej chciał ją stąd zabrać ze sobą. Już pierwszego dnia widział to zmęczenie w jej oczach, przeplątane z chęcią i powinnością. Była taka smutna, ani razu nie widział jej uśmiechniętej. Bo czy ironię lub sarkazm na ustach można zwać uśmiechem ? Dziewczyna wstała i zapięła swoją szatę. Pogłaskała Dragona i rzuciła wyczekujące spjrzenie chłopakowi. Harry dalej pogrążony w myślach, zdawał się być gdzie indziej. Przez chwilę patrzyła na niego, aż wreszcie chrząknęła dość głośno. -Już idziemy ? - Zapytał patrząc nieprzytomnie. -Idziemy. Twierdza była ogromna, jej korytarze zdawały się nie mieć końca, a kiedy już dochodziło się do końca jednego pojawiały się 2 inne. -Zamek to iluzja silnej czarnej magii, kreujesz ją tak jak chcesz. Dlatego przemieszczamy się bez problemów, a Ci którzy tu wejdą nigdy nie wychodzą. To jest jak żyjący labirynt, ten kto tu nie żyje nigdy nie odchodzi żywy. -Skąd wiedziałaś o czym myśle ? -Legilimencja i Oklumencja. Każdy z nas opanował oklumecje, ale nie martw się mało kto posiada umiejętność legilimencji. -Sally... -Tak ? -Prosze Cię naucz mnie ochrony umysłu. -Was nie uczą tego w Hogwarcie ? - Bardziej stwierdziła, niż zapytała. -Nie. -Wiesz że narusze zaufanie Pana jeśli Cię nauczę ? -Wiem. - Posmutniał. -Nauczę Cię w jedną noc, ale chce coś w zamian. -Co dokładniej ? -Opowiesz mi o.. - Zawachała się. - O Syriuszu. Chłopak skinął głową. -Wiesz że to czego się dowiesz penetrując mój umysł nie może wyjść na jaw ?! -Wiem. -Przysięga wieczysta. Czy jesteś w stanie znieść jej ciężar ? -Jestem. -Więc chodź. Pociągneła go za rękę w kiedunku komnat sypialnianych dziewcząt z Armii. Odmierzyła 4 kroki między dzrzwiami do pokoju Ann i Ameli. Zapukała 4 razy w ściane. Potter zaniemówił. Szara ściana przerodziła się w przeźroczystą. Wszedł za nią do środka. Szli dość długo w milczeniu. W końcu dotarli do końca. Ogromne czarne drzwi, kryły za sobą największa tajemnicę armii. Dziewczyna zawachała się. Wyglądała jakby coś sobie jeszcze raz układała w głowie. Skrzywiła się. Po chwili zapukała 3 razy. W pomieszczeniu dało się słyszeć głośne szmery. Na chwilę zapanowała cisza. Jednak drzwi się nie otworzyły. Sally siarczyście zakleła pod nosem. Harry usłyszał tylko Banda debili... Dziewczyna ponownie zapukała. Tak jak poprzednio zostało to bez odzewu. Harry zauważył, jak Sall zaciska dłoń w pięść. -Odsuń się Potter. - Wydała zimny rozkaz. Chłopak posłusznie wykonał polecenie. Niebieskooka szepnęła coś, a po chwili w jej dłoni pojawiła się biała smuga. Black podniosła rękę i zdmuchneła, ''coś'' niej, pozwalając temu wlecieć do dziurki od klucza. -Co to ? - Wyrwało się chłopakowi. -Alohomora dla zaawansowanych. Lepsze od bombardy i ciche jak szmer. Sally otworzyła drzwi i weszli do środka. Uderzył ich zapach wanilii. Trzy małe skrzaty, odziane w purpur skuliły się jakby czekając na karę. -Pani.. - Zaczął w końcu najstarszy, o bursztynowych oczach. - Wybacz. Ostatnio ktoś tu był i one o mało go nie wpuściły. Dlatego nie otwieraliśmy nikomu. -Już dobrze Herubinie. Poznaj Pana Potter'a. Będzie dzisiaj naszym gościem. -Złoty chłopiec. Pani wiem że mi nie wolno. Ale on.. Przepowiednia.. -Milcz już. Dla własnego dobra. - Groźba w jej głosie nie pozwalała nawet na gest sprzeciwu. -Oczywiscie Milady.{czyt. Milejdi.} Rzyczy sobie Panienka czegoś jeszcze ? -Tak wezwij tu Ann Greyback. -Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. -Potter witaj w Pałacu moich przodków. Odnalazłam go stosunkowo nie dawno. Szukałam jakichś tajemnych zaklęć z czasów moich pradziadów. Wtedy natknełam się na legendy, o tym pałacu. Był to zamek bezdzietnego Siriusa Black. Był to brat mojego najstarszego przodka. Później przyszły wojny i to miejsce opustoszało wraz ze śmiercią Black. Black'owie szukali go, ale legenda głosi że Sirius nie chciał,aby go znaleziono. Nie chciał do teraz.. - Dodała już cicho. -Jak jest duży ? Sally obrzyciła go spojrzeniem mówiącym ''Za dużo chcesz wiedzieć''. Jednak wyciągneła z kieszeni czarny pergamin i wręczyła go chłopakowi. Harry rozwinął go i skrzywił się. -Nic nie ma. -Jesteś aż tak głupi Potter. A mapa Huncwotów odrazu pokazuje Ci Hogwart. Ciemnowłosy zmieszał się. -Więc jakie jest hasło ? - Zapytał opamiętując się. -Nie ma hasła. To czarna mapa. Utkałam ją wyłącznie z ciemnej magii. Wystarczy ze zapukasz. Jeśli jesteś proszony to Cię wpuści, a jeśli nie.. - odparła lakonicznie przerywając. -Jeśli nie ? - Ponaglił ją. -To nic więcej w swoim zyciu nie ujrzysz. - widząc jego minę dodała. - Śmiało. chwilowo jesteś proszony. Przepraszam, ze nie pisałam tak długo. Uroki szkoły Śr. dały mi w kość. Postaram się już poprawić. P.S. Istnieje mozliwość, że nota zawiera dużo błędów. Nie mogłam za bardzo sprawdzić. :/ Martyna. ![]() komentarze [7] 3 Pranie mózgu. poniedziałek, 6 sierpnia 2007 15:04:12 ![]() Zimny i wilgotny loch. Gdzieś słychać kapanie wody. Od zapachu stęchlizny i wydalin chce się wymiotować. Gdzieś w ciemności przebija się prawie niedostrzegalne światło. Ile już tu siedział ? Dzień.. ? Tydzień.. ? Może miesiąc.. ? Towarzyszyły mu wygłodniałe szczury, które przy pierwszej lepszej okazji próbują się tobą posilić. I jeszcze te dwie dziewczyny. Niemowa i gaduła. Czasem go bito, traktowano jak psa. Chwilami miał ochotę odejść od zmysłów. wtedy myślał o Syriusz i rodzicach. To pomagało mu przetrwać. Z zamyślenia wyrwał go stukot podeszwy. Nie poznał po krokach kto to. Osoba ta szła szybko i pewnie, przeskakiwała co drugi schodek. Na chwilę oślepiło go światło latarni. Pierwsze co udało mu się zobaczyć to długie ciemne włosy. -Widzę że przez te 2 miesiące nie traktowano Cię za dobrze. -Kim jesteś ? - Zapytał chrypliwie. -Jestem dowódcą tej stukniętej gromady, którą twoi nazywają Armią Czarnego Pana. -Czarna Armia. -Owszem. Wołają na mnie Sally. -To ty mnie załatwiłaś tam na ulicy. -Dobrą masz pamięć. Dziewczyna rozpięła mu kajdany z rąk, po czym pomogła mu usiąść na czymś co miało służyć za pryczę. Nastała chwila milczenia, ktoś wszedł do celi. Potter widział jak pochyla się lekko, aby szepnąć coś do ucha Black. Ona jedynie kiwnęła głową. Mężczyzna opuścił pomieszczenie. Ciemnowłosa stuknęła różdżką w okulary zielonookiego, naprawiając je i nakładając mu na nos. Jego źrenice napotkały jej chłodne niebieskie oczy. Chłopak nie widział w nich żadnych uczuć, były przerażająco puste. Sall wyprostowała się, stając do niego plecami. -Jutro masz stanąć przed jego obliczem i zdecyduje co z tobą zrobić. Kiedy Cię stąd zabiorę radzę Ci nie próbować uciekać, bo będę zmuszona Cię ukarać. Jasne ? -Tak. -Więc chodźmy. Brunet spróbował wstać jednak osunął się na kolana. Zbyt dawno nie chodził, poza tym był wymęczony. Uniósł twarz i zobaczył wyciągniętą w jego stronę drobną dłoń. Niepewnie chwycił ją i nawet nie wiedział kiedy wsparł się na jej silnych jak na kobiece ramionach. -Być może nie jesteś taka zła, za jaką uchodzisz. Sally najpierw spojrzała na niego zdziwiona, po czym roześmiała się chłodno. -Nie wyobrażaj sobie za dużo Potter. Robię to bo muszę. Całą drogę prowadziła go bez słowa. Milczenie go lekko stresowało. Miał tyle pytań do niej. Jak to jest być tym czym ona jest ? Nie miał jednak odwagi zapytać. Zaprowadziła go do małego pokoju, pomogła mu się rozebrać i umyć, po czym położyła go w łóżku. Milcząc ruszyła do drzwi. -Dlaczego ty ? -Słucham ? - Zapytała kładąc rękę na klamkę. -Pomagasz mi ? W końcu wydajesz tu rozkazy, a pomogłaś mi z tym wszystkim. Czemu nie ktoś niższy stopniem. -Byłam wychowana na zabójcę Potter'a. Tylko ja jestem w stanie Cię pokonać. Temu wydaje tu rozkazy. Inny mogli by nie być w stanie przeciwstawić Ci się. -Dziękuję. Niebieskie oczy spojrzały na niego wypełnione zdziwieniem. Stała tak przez chwilę patrząc na niego. Jednak po chwili wszelkie uczucia z jej źrenic znów wygasły. -Nie ma za co. - Odbąknęła zamykając za sobą drzwi. ~ * ~ Szła szybko i pewnie. Ciemna szata falowała lekko. Duży srebrny wąż na jej plecach zdawał się żyć własnym życiem. Pchnęła duże drzwi. Weszła do pokoju Pana. Ogromny salon z kominkiem, stertami ksiąg i dwoma fotelami. Ogromny zielony wąż swobodnie pełzał po posadzce. Gdy ją zobaczył zasyczał spokojnie pozwalając jej się nawet pogłaskać. -Usiądź moja czarna. - Słaby starczy głos odbił się echem od ścian. Sally zajęła miejsce naprzeciwko. Ballatrix stojąca koło okna dopiero teraz zauważyła jej przyjście. Kobieta zawsze zastanawiała się ja to możliwe, że ta mała jest ulubienicą Voldemorta. Z jednej strony napawało ją to dumą w końcu nosiły te same nazwisko, jednak trochę się o nią martwiła. Bella wychowywała armie i widziała wiele, ale takiego uporu i zaangażowania u nikogo nie znalazła. Dużo czasu zajęło im wszystkim wygaszenie w niej uczuć. -Czy coś Cię trapi Sally ? - Zapytał T.M.Riddle. -Nie Panie jestem trochę przemęczona. - Odparła lekko się do niego uśmiechając. -Idź się prześpi. Jak nikt z nas zasłużyłaś na odpoczynek. -Dobrze Panie. Wstała i ruszyła do drzwi. Lekko zakręciło jej się w głowie. -Wszystko w porządku ? - Lastrange wyprostowała się i zrobiła w jej kierunku krok. Black upadła na kolana. Dłońmi chwyciła się za głowę. Setki jakichś nieznanych jej uczuć przeszywały jej umysł jak sztylety. Krzyknęła tak głośno jak tylko potrafiła. Zabrakło jej powietrza, a z nosa wypłynęła struga krwi. Voldemort zerwał się z fotela i podbiegł do niej. Wyglądał jak młody chłopak, tylko głos miał starca. -Sally ?! Przeklęty Dumbledoor. Tom złapał jej dłonie i spojrzał w oczy. Miała zwężone źrenice i obłędnie przerażony wzrok. Riddle przytulił ją do siebie. Wiedział jak uspokoić ten atak. Raz widział jak umiera ktoś zaczarowany ''dobrem'' Dumbledora. Okrutny starzec. Wszyscy myśleli, że jest tak bezbronny i dobroduszny. Jednak on potrafił być okrutny. Sall straciła przytomność. Wtedy dopiero Voldemort odsunął ją od siebie. Bellatrix przyglądała się temu przerażona. Dziwiło ją zachowanie Pana, było w tym tyle uczuć. Zbyt wiele jak na niego. Voldemort wziął swoją podopieczną na ręce i wstał. Black zdawała się być teraz tak bezbronna, cała dygotała. -Panie ?! Co jej.. ? - Balla ledwie mówiła. -Stary Albus nas ostrzegł. Musimy jej lepiej pilnować. Ona nie może umrzeć. Każdy tylko nie ona. -Panie dlaczego darzysz ją takim uczuciem ? - Krzyknęła za nim. - Czym na to zasłużyła ?! Riddle zatrzymał się i rzekł nawet nie zaszczycając Lastrange spojrzeniem. -Jest jak moje dziecko. Tyle w niej zła i rozczarowania co we mnie. Oddała by za mnie życie i nie dlatego, że tak ja wychowałem, tylko dlatego że zastępuje jej ojca. Ona mnie kocha jak jedynego członka rodziny. Można więc rzec, że jestem jej całym światem. -Tom wiesz dobrze, że pewnego dnia i ona kogoś pokocha. Pokocha bardziej niż Ciebie. Inną mił... - Ballatrix zaczęła się dusić, jakby niewidzialne dłonie trzymały jej gardło. Czerwone światło wypełniło pomieszczenie. Voldemort odwrócił się. -Nie waż się tak więcej mówić. Ona jest moja ! Rozumiesz.. Tylko moja ! - Jego głos przypominał syk węża. Po chwili jednak wszystko ustało, a on wyszedł z małą na rękach. Drobna łza spłynęła po policzku kobiety. -Biedna Sally.. Nawet nie wiesz jak wielkie piętno nosisz na sobie.. Następnego Dnia. Harry otworzył oczy. Nie był niczym skrępowany. Zdawać by się mogło, że w każdej chwili może uciec. Złudne nadzieje. Był pewien, że go pilnują. Dobrze pilnują. Skrzypnięcie otwieranych drzwi wyrwało go z zamyślenia. Brązowo włosa dziewczyna weszła do środka. -Już nie śpisz Potter. Tym lepiej nie muszę Cię budzić. -Gdzie ona ? - Zapytał jeszcze lekko zaspany. -Słucham ? Harry zmieszał się. To była tylko myśl, która wyrwała się z jego ust. Wcale nie chciał tego powiedzieć. -To znaczy. Chodzi mi o tę dziewczynę, która.. - Jego głos lekko się złamał pod ciężkim wzrokiem rozmówczyni. Po chwili Ann roześmiała się głośno. -Pytasz o Sally ? Chłopak kiwnął głową. -Miała wypadek. - Rzekła spuszczając wzrok. - Nasza mała Black jest.. -Jak ją nazwałaś ? - Przerwał jej zdziwiony. -Black. Sally Black. Nie wiedziałeś ? -Nie. -To córka tego twojego Syriusza. - Po tych słowach podeszła do drzwi. - Ubierz się i zjedz. Za godzinę zaprowadzę Cię do Pana. ~ * ~ Draco Malfoy w asyście Dan'a i Tom'a szybkim krokiem przemierzał korytarze twierdzy. Chłopcy nie byli jak Crab i Goyl. Jeśli chcieli mogli bez problemu pokonać blondyna. Tom był spokojny i opanowany, nie ponosiły go emocje, a zabijanie przyjmował jako normę dzienną. Dan lubił rywalizację, szczególnie z Sally, był zaraz po niej najwyższy rangą. ''Rangi'' w twierdzy oznaczał kolor więżą na plecach szaty. Srebrny był dowódcy, biały Dan'a, zielony tak zwanych sprzątaczek zacierających ślady po akcjach, niebieski Ann która jak nikt inny znała się na ziołach i lekach, trzej którzy zaraz po dowódcy byli najszybsi dostali czerwone, najmądrzejsi żółte, a cała reszta szare. Czarna armia była trochę jak wojsko, nikt tam nie zdradzał, ani nie próbował przejąć sterów. Dyscyplinę naruszała czasem tylko Sall. W twierdzy nie liczyło się to co masz w sercu, ale to jak dobrze potrafisz wyzbyć się uczuć. wyznawano tam zasadę. Krew za Krew. Draco pchnął drzwi od pokoju Sally. Wszystko w tym pomieszczeniu przyprawiało go, o dreszcz. Black żyła tym co robiła, bądź to co robiła żyło nią. Na ścianie wisiały wycinki z gazet, jeden z nagłówków krzyczał coś o Azkabanie. Obsesja na punkcie zabicia ojca. Ileż w tej dziewczynie było żalu. -Blondasek. - Cichy słabo słyszalny śmiech dobiegł do jego uszów. Zasłonięte ciemne zasłony nie wpuszczały prawie słońca, nadając pomieszczeniu mroczny nastrój. Młody arystokrata usiadł wygodnie w fotelu obok łóżka, w którym leżała. Sall wyglądała źle. Twarz błyszczała jej od potu, spowodowanego wysoką gorączką, z tego samego powodu miała wilgotne włosy. Rumieńce na policzkach dziwnie kontrastowały z bladą skórą. Oczy miała zamknięte. -Skąd wiedziałaś, że to ja ? -Zdradziły Cię drogie perfumy. - Mówiła za cicho i za spokojnie jak na nią. -Co oni Ci zrobili. -To nic. Widać że jasna strona się, o mnie upomina. - Na jej twarzy wykwitł ironiczny uśmiech. -Jak mogę Ci pomóc ? -Nie możesz mi pomóc. Nikt nie może.. Nastała chwila ciszy, którą przerwała chrypiącym głosem Sally. -Wyjdź już. -Ale.. -Proszę. - Jej słowa brzmiały bardziej jak rozkaz nią prośba. Białogłowy wyszedł cicho zamykając drzwi. Nastała głucha mroczna atmosfera. Niebieskooka zachłysnęła się powietrzem. Miała nie małe problemy z oddychaniem. Chłodny dreszcz przeszył jej ciało. Przeturlała się na bok. Jej determinacja i samozaparcie były w stanie przenosić góry. Zawsze tak było. Czy uda się i tym razem ? Jej powieki zamknęły się, usiadła łapczywie łapiąc oddech. -Nie pomogę Panu Dumbledor. Nawet jeśli bym miała umrzeć. Dobrze Pan o tym wie, a co do śmierci to nie boje się. Wręcz jej pragnę. - Z każdym jej słowem ból stawał się coraz słabszy. Dziewczyna wstała i chwiejnym krokiem podeszła do fotela na którym leżała jej szata. Ubrała się i pomału wyszła. Szła jak pijana od ściany, do ściany. Świat jej lekko pływał przed oczyma. Gdy stanęła przed drzwiami komnaty głównej naciągnęła na głowę kaptur. Weszła bez pukania, przerywając monolog Voldemorta, który ze zdziwieniem uniósł oczy ku niej. Zapadła cisza. Harry nie widział twarzy przybyłej osoby jednak wolał chwilowo się nie odzywać. -Co tu robisz ? - Zapytał Riddle głosem łagodnym, brzmiącym dla Potter'a wręcz nie naturalnie. -Też.. - Złapała głośno powietrze. - Mam prawo tu być ! -Tak ale jesteś osłabiona. Wolał bym byś została w komnacie. -Wybacz Panie, lecz tym razem Ci odmówię. Delikatny uśmiech prawie nie do wyłapania wykwitł na ustach Voldemorta. Przywołał do siebie dziewczynę, która podeszła chwiejnym krokiem. Jego dłoń zawędrowała pod jej kaptur, pogłaskał ją po policzku. -Bellatrix daj jej usiąść, raczej nie ustoi. Kobieta posłusznie wstała zwalniając miejsce koło Pana. Black usiadła ciężko dysząc. -Tak więc Potter masz szansę żyć z nami, jeśli odmówisz nie będę mógł Ci pozwolić wrócić. Wybieraj. -Wole zginąć. -Szlachetny głupcze jak chcesz. -Panie pozwól mi. -Chcesz go zabić Sally ? - Zapytał patrząc na nią niemal z czułością. -Jeszcze nie mój mistrzu, chce z nim porozmawiać. Riddle zmarszczył czoło, jednak po chwili kiwnął łagodnie głową. -Pozwól Harry że coś Ci pokaże. - Wychrypiała zdejmując kaptur. -Kto Ci to ? - Głos mu zadrżał. -Twój kochany Dumbledor. Jak widzisz Potter nie zawsze jest tak jak oni Ci pokazują. A ten kto miał być prawy i łagodny okazuje się być też potworem. Jeśli mi pomożesz wstać pokaże Ci więcej. Brunet zawahał się i mierzył jej bladą twarz badawczym wzrokiem. Spojrzał jej w oczy, były tak bezkresnie błękitne. Podszedł i wyciągnął dłoń. Chwyciła ją i wstała, a złoty chłopiec upadł na kolana. Jego źrenice się rozszerzyły nie naturalnie mocno. Okrutne obrazy przetaczały się powolnie przed jego oczyma. Jakieś bitwy między czarodziejami, a wszystko to przyozdobione bólem, krzykiem, cierpieniem i krwią. Nie miły ścisk w żołądku oznajmiający teleportacje, brutalnie wyrwał go z transu. Harry klęczał przed twierdzą, dalej trzymając jej dłoń. Uniósł głowę by jej się przyjrzeć. Z kącika ust dziewczyny wypływała krew. Runęła przed nim niczym zawalający się posąg, złapał ją w ostatniej chwili. Ja swojej szyi czuł jej prawie niewyczuwalny oddech. -Twoi też, są potworami. - Szeptała. - Żeby znaleźć nas zabili wielu mugoli i byli brutalniejsi niż my. -Ale.. -Spróbuj chociaż nas poznać. - Powiedziawszy to zemdlała, całkowicie opadając w jego ramiona. Młody czarodziej wstał unosząc jej bezwładne ciało na rękach. Przed budynek wybiegł zdyszany Draco Malfoy, a zaraz za nim kilkoro członków armii. Każdy z nich kurczowo ściskał swoją różdżkę. -Coś ty jej zrobił Potter. - Syknął białogłowy ruszając w jego kierunku. -Stój Smoku. - Warknęła Ann. - To nie on. To Dumbledor. Voldemort spokojnym krokiem wyszedł na zewnątrz. Harry uniósł w jego kierunku zielone oczy. -chcę zobaczyć jak to jest być po tej stronie. Wtedy zadecyduję, o moim losie i być może będę Ci służył. Czarny Pan uśmiechnął się tryumfalnie, a w odpowiedzi skinął tylko głową. Martyna. ![]() komentarze [11] 2 Po tobie.. Tatusiu.. środa, 25 lipica 2007 13:46:07 ![]() Trwali tak w bez ruchu dość długą chwilę. Rozumieli się bez słów. Dracon dostrzegł w oczach kuzynki dziki błysk. Wcale mu się to nie spodobało. Ostatnim razem, kiedy ją taką widział rozwaliła pół pokoju. Ta iskierka nigdy nie wróżyła niczego dobrego. Oboje czuli jak wzrasta napięcie między nimi. Chłopak postanowił przerwać ciszę. -Wypuścili Black'a. Jego towarzyszka na dźwięk swojego nazwiska skrzywiła się, po czym ziewnęła znudzona. -Tak widzę. - Odparła od niechcenia. -Mój ojciec wyraził wielką nadzieję na twoje przybycie na jutrzejszy bal. - Powaga i majestat w jego głosie nie wróżył łatwej rozmowy. -Będzie zły jak się nie zjawię. - Bąknęła bardziej do siebie niż do niego. -Owszem będzie. Szli w milczeniu. Całe niebo spowiły ciemne chmury. Nie wiadomo skąd pojawił się chłodny wiatr. Drobne krople deszczu miarowo opadały na rozgrzany jeszcze bruk. Rozległ się głuchy trzask oznajmiający teleportacje i dziewczyna została sama. Szła dalej. Widziała jak Potter i Black znikają za drzwiami domu przy ulicy Grimmauld Place. Ciemne i mokre włosy zaczęły jej się lekko kleić do policzków. Deszcz nabierał na sile. Sally naciągnęła na głowę czarny kaptur. Jej myśli błądziły wokół Syriusza. Jakże była do niego podobna. Te oczy, włosy. Serce zabiło jej szybciej. Po krótkiej chwili otrząsnęła się, widząc Blacka i Potter'a wychodzących z domu. Ruszyła za nimi. Szła wolno. Uniosła oczy ku niebu. Jej głowę przeszył ostry ból. Jakby coś ją przebiło na wylot. Upadła na kolana, łokciami opierając się o chodnik. Zaczęła delikatnie masować obolała skroń. -Nic Ci nie jest ? Sall zamarła. Pochylał się nad nią on. Ten którego tak nienawidziła. Ten przez którego była tym, czym była. Jednak troska w jego głosie sprawiła, że cała złość z niej uleciała. Pozostała jedynie pustka. Zero uczuć. -Dobrze się czujesz ? - Znów zapytał, wyrywając ją z zamyślenia. -Tak, dziękuję. - Jej głos przeszył serce mężczyzny jak chłodny wiatr. Znał go skądś. Tylko ten chłód. Dziewczyna uniosła twarz, napotykając wzrok ojca. Syriusz miał przez chwilę wrażenie, że ogromny sopel lodu wbija się w jego serce. Te jej błękitne oczy. Znał je, znał na pewno. Mógł by pomyśleć, że to jego oczy. Tylko ten chłód, który wręcz zamrażał zmysły i ta pustka. -Jak masz na imię ? - Myśl wyrwała się z jego ust, mimo iż nie miała ujrzeć światła dziennego. Ciemnowłosa uśmiechnęła się ironicznie. -Dobrze wiesz jak. Dźwięk teleportacji i znów cisza. Łapa przez chwilę klęczał w bezruchu patrząc na miejsce, gdzie przed chwilą leżała jego rozmówczyni. -Syriusz wszystko ok ? Kto to był. -To była moja.. - Przerwał. - Nie to niemożliwe. ~ * ~ Dni Sally mijały na obserwacjach Potter'a, a co za tym idzie za codziennym widywaniem Syriusza. Pierwszy raz odczuwała niechęć do powierzonego jej zadania. Nie lubiła długo fazowych robót. Wolała zabić szybko, najlepiej nie znając ofiary. Nie męczyła się wtedy. Z każdym dniem coraz głośniej coś w niej krzyczało, że Potter nie powinien ginąć, jednak ona zamykała na to uszy. Dziewczyna postanowiła zrobić sobie dzień wolnego. -Siad Dragon. Zostań ! - Powiedziała stanowczym, a jednak ciepłym głosem do psa. Sama weszła na teren cmentarza. Nie myślała o tym dokąd iść, nogi niosły ją same. Tyle razy tu była. W jej ręku spoczywała biała lilia. Zatrzymała się obok starego kasztanowca. Mały jasny grób trochę brudny od opadłych liści. Kucnęła, jej długi czarny płaszcz lekko falował na wietrze. Mijały minuty, a ona nie wykonywała żadnego ruchu. W końcu położyła kwiat i wstała. Nie wiadomo skąd w jej ręku pojawiła się różdżka. Dziewczyna uniosła twarz w stronę nieba. Westchnęła ciężko. -A wy czego ? - Zapytała całkowicie prostując się. -Chcemy Ci pomóc. -Nie potrzebuje pomocy. - Prychnęła pogardliwie. -Wiemy kim jesteście. Wiemy dla kogo służysz. Sall cicho się zaśmiała. -Ale nie wiecie kim ja jestem. -Masz tak ciepły głos.. skąd w Tobie dziecko tyle zła ? Siwy brodaty starzec pojawił się z nikąd. Jednak na Sally jakby to nie zrobiło najmniejszego wrażenia. Black tylko spuściła twarz w dół i zaśmiała się lodowato. -Sir Dumbledor. Wiele o Panu słyszałam. -Widzę że mnie znasz. Pozwól więc, że i ja poznam twe imię. -Sally. - Szepnęła podnosząc twarz. - Sally Black. Starzec zamarł. Nazwisko kołotało mu w głowie. Jej ironiczny uśmiech, te włosy i oczy. Jak mógł nie poznać od razu. Ten chłód i zło emanujące z niej. To go zmyliło. -Pozwoli Pan że mimo tak doborowego towarzystwa oddalę się. - Mówiąc to zaczęła wygwizdywać melodie jakiejś piosenki. Po chwili pies zjawił się przy jej nodze. Łypał groźnie na starca i od czasu do czasu powarkiwał. -Wiesz że nie mogę pozwolić Ci odejść. -Więc będę zmuszona Pana zabić, lub sama zginąć. Niebieskie oczy wypełnił dziwny blask. Starzec pierwszy raz od dawna poczuł strach. Jej uśmiech nie wróżył nic dobrego. -Dziecko.. - Zaczął lecz przerwano mu. -Niech Sir nawet nie próbuje. Nigdy nie dano mi szansy bycia dzieckiem. - Syknęła jadowicie wyciągając w jego stronę różdżkę. -Sally NIE ! - Męski głos skłonił ją do pohamowania wypowiedzenia zaklęcia. -Jak śmiesz mi przerywać ?! - Warknęła do ciemnowłosego chłopaka. -Czarny Pan nie pozwala. Black najpierw ze świstem wciągnęła powietrze, po czym uniosła głowę i wypuściła je. Westchnęła. -Niech będzie. Ciemny płaszcz zatrzepotał na wietrze. Nie wiadomo skąd za plecami dziewczyny pojawiło się z 70 zamaskowanych młodych czarodzieji. Sally zaczęła odchodzić, jednak zatrzymała się jeszcze. -Sir. -Tak ? -Nie radzę ich drażnić. Potrafią być naprawdę okrutni. -Więc kim ty jesteś w tym stadzie ? - Zapytał nerwowo skubiąc brodę. -Kimś kto pociąga za sznurki. -Kobieta.. ? Czarnym dowódcą. - Szepnął bezgłośnie. ~ * ~ Harry prawie biegł. Było ciemno, a on znów się zasiedział u Rona. -Syriusz nie będzie zadowolony. - Pomyślał. Skręcił w prawo, później między domami w lewo i wyszedł na uliczkę Grimmauld Place. Od początku dzisiejszego dnia towarzyszyło mu złe przeczucie. Z zamyślenia wyrwał go szelest krzaków. Nerwowo przygryzł dolną wargę. Zatrzymał się. Serce zabiło mu szybciej. Jak na złość księżyc schował się za chmury. Nastał półmrok. Chłopak ruszył. Chłodny wiatr przeszył jego sweter. Żadna latarnia nie działała, a zielnooki dał by sobie rękę uciąć, że wczoraj się paliły wszystkie. Do uszu bruneta dobiegł dźwięk, jakby ktoś wygwizdywał melodię. Zatrzymał się. Teraz był pewien, że nie jest sam. -Cześć Harry. - Ktoś szepnął mu do ucha. Zamarł nie dał rady się ruszyć. Nie ze strachu. Coś go paraliżowało. Nagle latarnia obok zapaliła się. Jego oczom ukazało się 60 zakapturzonych. Jeden z nich sięgający mu do ramienia z uniesioną głową, stał na tyle blisko że czuł jego oddech na swoim policzku. -Nawet nie wiesz jak dobrze Cię znam. - Szepnął znowu. Tym razem Potter był pewny, że to kobiecy głos. -Nie baw się. Mamy mało czasu. - Ponaglił ją stojący dość blisko potężnie zbudowany chłopak. Jedna z dziewczyn zaśmiała się chłodno. -Slughtorn daj jej spokój. Wiesz sam jaka jest. Z resztą to ona wydaje tu rozkazy. - Rzuciła zdejmując kaptur. Wyglądała zwyczajnie. Miała ciemne blond włosy i zielone oczy. -Nie mów mi co mam robić, a czego nie Greyback ! - Warknął chłopak. -CICHO ! - Krzyknęła Sally. Ann i Tom wzdrygnęli się i spuścili twarze. -Wybacz im wybrany. - Zwróciła się już do Potter'a. - Czasami są nie wychowani. -Kim jesteś ? - Zapytał zdobywając się na odwagę. -Kimś kto ma Cię zabić. Tam gdzie żyje mówią mi Sally. Jestem dowódcą Czarnej Armii. Armii która została stworzona dla Ciebie. -Dlaczego dla mnie ? -Czarny Pan nas wysłał byśmy Cię stawili przed jego oblicze. -Pokaż swą twarz ! Przeraźliwie lodowaty śmiech zatańczył w jego uszach. Po chwili Black odsunęła się od niego i zdjęła kaptur. Długie czarne włosy rozsypały się po jej ramionach. Ironiczny uśmiech błąkał się po twarzy, a jej zimne błękitne oczy spoglądały na niego lekceważąco. Jednak mimo złości emanującej z niej Harry dostrzegł smutek i bezradność, a może tylko tak mu się wydawało. -Dan, Tom. - Zwróciła się do postaci z tyłu. - Weźcie go. -Tak jest. Potter poczuł chłód, zakręciło mu się w głowie i nastała ciemność. -HARRY NIE ! - Syriusz zasapany dobiegł do grupki ludzi. Sally poczuła ukucie w sercu widząc go. Kilka postaci rzuciło się na niego. -Zostawcie go. SŁYSZYCIE ! - Krzyknęła, choć sama nie wiedziała dlaczego. Słudzy posłusznie wykonali rozkaz. Dziewczyna machnęła ręką do Dana i Tom, którzy jakby czytając jej w myślach teleportowali się z nieprzytomnym Harry'm, a sama podeszła do ojca. Jej usta wykrzywiły się w grymasie zniesmaczenia, a oczy o ile to było możliwe były jeszcze bardziej lodowate niż zwykle. -Wracajcie już. Dogonie was. Ann i Baty posprzątajcie po nas. - Fuknęła po chwili milczenia. -Kim jesteś ? - Zapytał Black senior. Wiatr zamachał jej płaszczem, a ona jak zaklęta patrzyła w asfaltową drogę. Tyle razy myślała co powie mu, gdy staną oko w oko. Poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. uniosła wzrok. On stał obok i patrzył na nią tak ciepło. Jej całe serce przepełnił taki gniew i taki chłód, że aż sama się nie poznała. Machinalnie jej ręka powędrowała na różdżkę. Wymierzyła ją pewnym ruchem w ojca. -Na imię mi Sally, nazwisko mam po tobie. Tatusiu. - Ostatnie słowo ociekało goryczą. Później trzask teleportacji. Wszystkie latarnie zapaliły się i Syriusz został całkiem sam. Martyna. ![]() komentarze [6] 1 Mroczny Świat. piątek, 18 maja 2007 23:35:12 ![]() Kolejny dzień. Tegoroczne lato było wyjątkowo deszczowe i ponure. Dziewczyna o długich czarnych włosach i niebieskich oczach, ubrana na czarno przemierzała mugolską ulicę. Czerwone słońce chyliło się ku zachodowi. Duży czarny pies szedł koło nogi kobiety, warcząc nieprzyjaźnie na każdego kto ośmielił się podejść na metr do jego pani. Sally Black zapukała do drzwi starego odrapanego budynku. -Kto ? - Zapytał chrypiącym głosem mężczyzna. -Mam wieści od Czarnego Pana. - Odparła sucho. Starzec wpuścił ją pośpiesznie. Nie protestował nawet widząc zwierze wchodzące do pomieszczenia. Wskazał dziewczynie krzesło stojące przy brudnym stole, a sam zajął drugie naprzeciw. -Czy Pan ma dla mnie zadanie ? To musi być coś ważnego skoro ty sama przynosisz mi tę wieść. - W jego głosie dało się wyczuć nutkę podniecenia. Ciemnowłosa prychnęła pogardliwie. -Jak sam wiesz plan związany z Potter'em chyli się ku końcowi. Najdalej za tydzień będzie nasz. Musisz tylko w jakiś sposób wyciągnąć go z domu, około godziny 21. -Jak mam to niby zrobić ? Błękit i chłód tęczówek dziewczyny, prawie zamroził jego krew. Przez chwilę miał wrażenie, że spada w przepaść. -W końcu znasz go od dzieciństwa i ufa Ci. - Po tych słowach wstała i ruszyła do drzwi. Gdy stała w progu usłyszała ciche pytanie. -Czy Pan go zabije ? Za zdumieniem odwróciła się. Patrzyła na Patryka jakby nie rozumiała jego pytania. Nastała niezręczna cisza. -To dobry chłopak i ma takie trudne życie. - Ciągnął. Ciemnowłosa milczała. W końcu westchnęła. -Sądzę że on będzie musiał zginąć. On lub Voldemort. Mugol zadrżał na dźwięk tego imienia, a chłodny głos którym zostało wypowiedziane sprawił że na chwilę zamarło mu serce. Sally nie czekając na odpowiedź wyszła zamykając cicho drzwi. Tym Czasem. Kolejny dzień kończył się tak samo jak poprzedni. Monotonia wakacji pierwszy raz dawała mu się tak we znaki. Chłopak o czarnych rozczochranych włosach, leżał na ławce patrząc w niebo. Duży biały obłok na wzór czegoś podobnego do psa, sunął wolno po błękicie. -Syriusz.. - Szepnął sam do siebie. Zakon Feniksa dosłownie kilka dni wcześniej złapał Petera Pedigreew. Trwające przesłuchanie jeszcze się nie skończyło. Jednak w głębi duszy, każdy miał wielką nadzieję na uniewinnienie Blacka. Z zamyślenia Harry'ego wyrwał duży czarny pies merdający przed nim ogonem. Chłopak zawahał się przez chwilę, jednak wyciągnął ku niemu rękę. Pies zamarł jakby czekając na jakąś komendę. Krótkie gwizdnięcie zmusiło zwierze do poderwania się na cztery łapy. Młody Potter dostrzegł po drugiej stronie ulicy, zarys postaci. Usiadł żeby lepiej jej się przyjrzeć. Jedyne co utkwiło mu w pamięci to długie czarne włosy ściągnięte w koński ogon. -HARRY GDZIE JESTEŚ ? - Ryknął Dursley junior. -Już idę. - Odparł niechętnie wstając. Kilka Dni Później Ciche kroki bosych stóp rozdzierały grobową ciszę. Posadzka tej nocy wydawała się jeszcze zimniejsza niż zwykle. Cichy, równomierny i płytki oddech. Gdyby ją znów nakryto na spacerowaniu, o tej porze po twierdzy. Na samą myśl o tym przeszedł ją dreszcz. Przeciągnęła opuszkami palców po karku. Poczuła zgrubienia. Blizny. Na jej twarzy wykwitło obrzydzenie. Kilka obrazów przeleciało przez jej głowę. Wspomnienia bolesne i raniące jej młody umysł. Nauczyła się je spychać na bok, tak żeby nie krzywdziły na nowo. Jej myśli przerwał czyjś głos. Dla zwykłych ludzi może wydał by się echem, ale nie dla niej. Nie dla członka tej brudnej i okrutnej wojny. Ją nauczono słuchać. Nauczono ją widzieć to czego inni nie dostrzegają. Jej drobna postać bez problemu wśliznęła się za ogromny posąg jeźdźca. Dotknęła plecami do lodowatego muru. Przeszył ją dreszcz. Stała tak z dobre 10 minut, dopóki kroki nie ucichły w oddali. Sally wyszła przed budynek i założyła buty. -Do mnie. - Szepnęła chwytając swoją miotłę. Latała bez celu. Lubiła czuć wiatr we włosach. Tylko wtedy czuła się naprawdę wolna. Sama nie wiedziała kiedy doleciała przed dom Potter'a. Jak zwykle nie spał mimo późnej godziny. Chłopak siedział na parapecie i patrzył bezcelowo w nieokreślonym kierunku. Przez głowę dziewczyny przeleciała krótka myśl. Być może Potter nie jest wcale takim za jakiego go miała. Po chwili skarciła sama siebie. Tej nocy nie mogła zasnąć, a gdy tylko jej się to udawało to zaraz śniły jej się brutalne wspomnienia. Następnego Dnia Młody Potter stał przy fontannie w parku. Obserwował rodziców z małym synkiem. Ukłucie zazdrości przeszyło jego serce. Każdy mógł się cieszyć życiem, ale nie on. On nie miał niczego, nikogo. Żadnej bratniej duszy. Nawet Hermiona i Ron nie potrafili go zrozumieć. Oni mieli kochających rodziców. Nigdy nie wiedzieli co to samotność i upokorzenie. Jego przemyślenia przerwał męski głos. -Cześć Harry. -Syriusz. Jak dobrze że Cię wypuścili. -Też się cieszę. Idź pakuj się i jedziemy do mnie. Zabieram Cię stąd. Zielonooki pierwszy raz od dawna poczuł szczęście. Zauważył że Łapa przygląda się czemuś. -Co wypatrzyłeś ? - Zapytał niepewnie. -Widzisz tamtą dziewczynę. Ta buzia, oczy i włosy. Mógłbym przysiąc, że to.. Nie to nie możliwe. Nie ważne. Chodźmy. Harry i Black ruszyli w kierunku domu Dursley'ów. Ciemnowłosa oparta o ścianę wyprostowała się. Obok niej pojawił się blondyn. Jej niebieskie tęczówki napotkały jego stalowe. Nastała chwila ciszy. Oto pierwsza notka. Zapraszam do komentowania. Martyna. ![]() komentarze [13] Prolog. środa, 18 kwietnia 2007 15:47:54 ![]() Zimna marcowa noc. Zakapturzony mężczyzna wolno przemierzał główną uliczkę Doliny Godrika. Kilka minut później stanął przed małym drewnianym piętrowym domkiem. Nie dzwonił. Nie pukał. Wszedł. Usłyszał cichy dziecięcy śmiech. -Kto tam ? - Zapytał mężczyzna wyglądając na korytarz. -Mówiłem że was znajdę. -LILY UCIEKAJ ! Rudowłosa kobieta, z małym chłopcem na rękach została oślepiona zielonym światłem. -James.. - Wyrwało jej się z ust. Kilka niechcianych łez pociekło jej po policzkach. Nie było drogi ucieczki, tylko po schodach w górę. Wbiegła modląc się, żeby to był tylko zły sen. Napastnik odnalazł ją w jednym z nielicznych pokoi. Prosiła go, płakała. Została zabita tak jak jej mąż. Jednak zdołała ocalić syna. Lord Voldemort tej nocy utracił część swojej mocy. Tym Czasem Syriusz Black pogłaskał swoją córkę po głowie, ucałował żonę i wyszedł z domu. Julia Black. Kobieta o długich czarnych jak noc włosach i szarych jak stal oczach, z dzieckiem na rękach pomachała mu stojąc w drzwiach. Trzy godziny później obudził ją jakiś hałas i płacz jej córy. Zeszła po schodach do pokoju małej. Wzięła ją na ręce i przeszła do salonu. Na niebie migotały tysiące gwiazd. Noc zadwała się być tak spokojna. Kilka niepokojących szmerów zmusiło ją do zaciśnięcia palców na różdżce. Pięciu śmierciożerców okrążyło ją. Zabiła dwóch. Trzeci wyrwał jej siłą płaczące dziecko z rąk. Czwarty zabił ją. Piąty podpalił dom. Przed budynkiem czekała Bellatrix Lastrange. Wzięła od nich dziewczynkę. -Sally Black. Witaj w armii Czarnego Pana. - Szepnęła do dziecka. Rano Cały świat usłyszał, o zabiciu James'a i Lily Potter'ów, Juli Black i 99 czarodziejów posiadających kilkumiesięczne dzieci. Syriusz Black stał przed szczątkami swojego domu. Remus Lupin zacisnął dłoń na jego ramieniu. -To Peter nas zdradził. -Julia.. -Nie popadaj w obłęd. -Zabili ją.. -Jest jeszcze Sally ! -Ją też pewnie zabiją. Muszę znaleźć tego szczura ! Black odnalazł Pettigreew. Glizdogon zabił kilkudziesięciu mugoli, odgryzł sobie palec i uciekł zmieniając się w szczura. Cała wina spadła na Syriusza, który został osadzony w Azkabanie. ~ - ~ Mały Harry Potter został oddany pod opiekę wujostwu. Dursley'e byli mugolami. Ciotka Petunia była siostrą Lily Potter(Evans). Młody czarodziej dorastał bez miłości i ciepła rodzinnego. Chwilami był sługą, a nie rodziną. Gnębiony przez syna Dursley'ów i wuja musiał znosić upokorzenia. W wieku 11 lat trafił do Hogwartu. Poznał tam Rona i Hermione. W końcu poczuł, że żyje. ~ - ~ Sally Black trafiła do ogromnego zamku, tak jak 120 innych dzieci. 20 śmierciożerców i 100 dzieci zwykłych czarodziejów. Od najmłodszych lat karmieni kłamstwami, członkowie armi stopniowo tracili jakiekolwiek uczucia i skrupuły. Sumienie stało się im obce. Sally opowiedziano historie śmierci jej matki, którą zabił jej własny ojciec Syriusz. Voldemort zataił przed dziewczyną prawdę. Za każdą słabość młodzież była karana boleśnie. Kary cielesne były tam normą, czasami stosowane sporadycznie. Po pewnym czasie dzieciaki przestały odczuwać ból. Niebieskooka żywiąca się nienawiścią do ojca i niezwykłymi umiejętnościami, szybko została mianowana dowódcą Czarnej Armii, tym samym stając się ulubienica samego Riddla. Pierwszą osobą którą Sally zabiła był mały mugolski chłopiec. Dziewczyna długo nie mogła się pogodzić z tym czynem, jednak jej wysoka pozycja nie pozwalała jej na okazanie słabości. Black wytworzyła wokół siebie skorupę, nie dopuszczając do siebie jakichkolwiek uczuć. Zabijanie wtedy przychodziło łatwiej. Sall w śród armii i śmierciożerców była postrzegana jako osoba zimna, wyniosła, majestatyczna, bezwzględna i bardzo utalentowana. Kilkakrotnie sam Voldemort porównał ją ze swoją osobą. Dzieciństwa praktycznie nie miała, spędziła je wśród ksiąg zakazanych i czarnej magii. Widziała więcej okrucieństwa niż nie jeden auror. Jedynymi osobami, które przedarły się przez jej pancerz udawanej obojętności i braku uczuć były Draco Malfoy jej kuzyn, Ann Greyback, Tom Slughtorn i Dan Rosier. Każda z tych osób była potomkiem jakiegoś śmierciożercy. Krzyk, ból i cierpienie. Tak wyglądał świat Sally Black. Martyna. ![]() komentarze [6] Witam ! poniedziałek, 16 kwietnia 2007 19:33:44 ![]() Niektórzy z was czytali kiedyś historię Sally i Harry'ego, na tle opowiadania HG-DM-LOVE. Ten blog poświęcamy tylko i wyłącznie tej parze. Jednak na ich tle pojawią, się inne wątki. Podziękowania Martynce autorce bloga inna-hermionka, za zrobienie nam szablonu. Martyna. ![]() komentarze [1] Szablon zrobiłam Ja dla tego bloga ! |
Fav Za Fav.
Reklamom mówie NIE !
NIE komentarz za komentarz.
Nie powiadamiać o newsach jeśli nie prosiłam !
|